Sesja choinkowa :)

W świątecznym zabieganiu nie zdążyłam  z postem przedświątecznym, ale udało się przed Nowym Rokiem  :)
Już drugi rok z rzędu na naszej choince nie było żadnych  szklanych bombek. Mamy tylko wyroby słomiane, szydełkowe i oczywiście cukiernicze :)
 I kika zbliżeń:



Wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2012 Roku !!!

Czapki mężowskie ;)

Jaka niesamowicie doceniona się poczułam, gdy mój luby poprosił mnie o zrobienie czapki - wełnianej, ale nie grubej. Czapka została wykonana zgodnie z zamówieniem - a nawet dwie czapki: cieniutka czarna i troszkę grubsza ciemnobrązowa:
-czarna: 
przekłamany kolor - pod lampą  


 -brązowa:

Obie z wełny z odzysku, druty dwójki, ściągacz oczka lewe, prawe na przemian.
Całość oczka prawe w 6 miejscach symetrycznie "przecięte" oczkiem lewym, żeby wyglądało jak zszyte z 6 kawałków. Robiłam to na zwykłych drutach, więc czapka jest  z tyłu zszyta (zszydełkowana :)  ).

Mąż nosi czapki z dumą, a ja pękam z dumy  :)
Pozdrawiam  :)

Czapki :)

Jesienna depresja w rozkwicie...
Na nic nie ma czasu i nic się nie chce. Do tego młodociany z nogą skręconą i zagipsowaną, uff co to był za tydzień.
Mimo tego udało się coś wydziergać. Zrobiłam 2 czapki:
-szara dla młodocianej:

 -czerwona dla mnie:

I gdzieś w tle z resztek powstaje pawie oczko, takie byle co dorabiane po trochu co jakiś czas, rzucone na abażur nawet wesoło wygląda:

Pozdrawiam ciepło :)

Kamizelka :)

Dziękuję, że nadal o mnie pamiętacie. Jest mi ogromnie przykro z powodu mojej rozpaczliwie małej aktywności. Będę się starała  poprawić, zobaczymy czy się uda :)
Przez ostatnie 3 tygodnie (o zgrozo jak długo) powstawała bohaterka dzisiejszego wpisu. Wykonana z "wyprzedażowej włóczki" - o ile dobrze pamiętam - jest to mieszanina bawełny  i elastanu(?) - nie jestem pewna. W każdym razie jest to bardzo milusie w dotyku. Wystarczyło tylko na prostą - dopasowaną kamizelkę:



Pozdrawiam :)

Kapciochy i coś jeszcze :)

Ostatnio, jak zwykle z braku czasu, niewiele powstało:
W całości powstały kolejne kapciochy:
Nowe, to te z zielonymi paskami, o tych z różowymi pisałam już wcześniej
 I pokusiłam się o coś nowego. Marzył mi się sweterek, ale wełny nie wystarczy, pewnie będzie jakaś kamizelka:
Mięciuchna chińszczyzna: 60% bawełna + 40% akryl 
hmm..






Pozdrawiam:)

Kolczyki :)

Witajcie po długiej przerwie!   Dziękuję Wszystkim odwiedzającym i piszącym za pamięć i miłe słowa.   
Ostatnio prześladował mnie totalny kryzys i brak weny  - nicość absolutna.  Cokolwiek szyłam, czy dłubałam, było kompletnie do niczego, aż do wczoraj.  Wczoraj odwiedziłam sklepik z akcesoriami do samodzielnego wytwarzania ozdób i.....  to było TO. Zachciało mi się kolczyków z dużymi kamykami. W ten sposób powstały kolczyki:

szare i...





czerwone
Miałam jeszcze kamyczki czerwonożółte. Pierwotnie planowałam je połączyć z tymi czerwonymi wyżej, ale jakoś nie pasowały.   I właśnie wtedy postanowiłam:
CHCĘ NAUCZYĆ SIĘ FRYWOLIĆ  :),    tzn.  robić frywolitki. Cały wieczór kombinowałam, bo żadnego sprzętu , ani przygotowania w tym kierunku nie posiadam. Pomysł wpadł do głowy  dziś przed 6.00 rano  (ech zamiast się raz w tygodniu wyspać w niedzielę).
Za czółenko frywolitkowe posłużył patyczek do lodów. Do dziergania wykorzystałam zwykły kordonek.  Oto warsztat pracy i efekty:


Troszkę niezdarne i mało symetryczne, ale będę ćwiczyć frywolenie nadal, spodobało mi się :)
Pozdrawiam  :)

Torebka elementarna :)

A raczej elementowa :)  Tak mnie męczyły te elementy, że w końcu do drugiego zestawu kółek (poprzedni post) zrobiłam torebkę z elementów:)   I nieskromnie przyznaję, że mi się podoba   :)

Za bardzo się zlewa z tłem, więc może jeszcze raz:

To może jeszcze z ekwipunkiem w postaci parasola, książki i dużej ilości "niezbędników":

Dziękuję Wszystkim za odwiedziny, komentarze, uwagi.
Pozdrawiam :)

Torebka szydełkowa :)

W ostatnim poście pisałam o zmianach i tak się zapędziłam, że zmieniłam także wystrój stronki  :)
Wracając do dzisiejszego tematu:  wzięło mnie ostatnio na torebki.  Pomysł na tą był dosyć nieoczekiwany.  Otóż znalazłam w szufladzie bardzo stare plastikowe kółka. Mają ze 40 lat lub więcej:
Postanowiłam do nich "coś" dorobić. Zaczęłam od żółtych. Wachałam się nad wielkością dorabianej do uchwytów torby, kilka razy prułam. Postawiłam raczej na wesołe kolory, ale bez przesady. Oto fotorelacja z całego tygodnia:
Na początku myślałam o zrobieniu elementów, ale później zrezygnowałam. Dno jest dosyć szerokie i wygodne do układania rzeczy w torbie. 












Torba wyszła całkiem pojemna i wygodna. Nie ma żadnych kieszonek, ani przegródek. Taki kolejny woreczek na drugie śniadanie i przypadkowe zakupy :)
Pozdrawiam  :)