Włóczka - reaktywacja :)

Zdobyłam trochę włóczki z odzysku, tzn. sprułam bardzo starą za dużą kamizelkę (ciążową :)-nawet na mężu wisiała jak worek).Szykuje się albo tunika, albo "chudsza" kamizelka, jeszcze nie zdecydowałam i robótkę zaczęłam przezornie od pleców:


A nawet pozwoliłam sobie jakieś elementy ozdobne dodziergiwać tu i tam (zaznaczone kółkami). Zobaczymy co z tego wyniknie.



Dawno już na drutach nic nie robiłam. ostatnie dwa lata przyniosły kilka czapek (niestety nie wszystkie sfotografowałam) i parę szalików:
Pierwszy w kolorach ostrzegawczych i cudownie-okropnie gryząca(!) wełna:

 Drugi nie gryzie, a paski wyglądają tak, jakby te przy końcu szalika się zsuwały:)
Kolejny jest z bardzo miękkiej wełny (też z odzysku, ze starego swetra) i młodociana z uwielbieniem go przywłaszczyła :)
 A to specjalny gryzący komplecik (zdjęcie trochę nie wyszło) wykończony dookoła szydełkiem.
I bardzo go lubię na szczególnie zimne dni:
 Pozdrawiam Ula :)

1 komentarz:

  1. No właśnie - to jest urok wełenek - zawsze można przerobić.

    OdpowiedzUsuń

** Dziękuję za odwiedziny i wszelkie opinie i uwagi! **